"+ operowanie słowem – ubogie i specyficzne ale jednak warsztat
+ psychologia – trafianie z perswazją w klienta
+ skrupulatność nie jest tak istotna jak w biurze
+ sto razy mniejsza odpowiedzialność
+ pracuje wciąż dla siebie, doskonale SWÓJ warsztat, jestem samodzielną jednostką, prawie nie na etacie
- praca non stop – nie wiadomo kiedy wpadnie jakiś pomysł"
Pozwolę sobie skomentować poszczególne podpunkty (w kolejności jak wyżej). Złośliwie.
+ warsztat pisarski, a jednocześnie operowanie ubogim i specyficznym słowem? Toż to sprzeczność! Dobry warsztat pisarski (bo o warsztacie się zwykło mówić, gdy jest dobry) to operowanie różnorodnym i bogatym słownictwem! Zresztą, od kiedy to copywriter ma za zadanie operować UBOGIM słownictwem? Atutem dobrego copywritera jest bogactwo językowe, a nie jego ubóstwo! Bo można odnieść wrażenie, że owe ubogie i specyficzne słownictwo (o którym Autor pisze) kończy się copywritingiem typu "No to kurwa, szanowny kliencie, zapraszam Cię do zapoznania się z ofertą, nie czekaj, tylko wbijaj na stronkę ziomal...";
+ psycholog to by się przydał temu, co chce trafiać z perswazją w klienta. Można pisać teksty perswazyjne, albo generalnie używać technik perswazyjnych, ale do klienta to można trafiać... no nie wiem, z łuku chyba. Znaczy się - strzałą wystrzeloną z łuku;
+ skrupulatność nie jest istotna tak jak w biurze? W jakim sensie? Czy to znaczy, że możesz walić literówki, błędy ortograficzne, mylić znaczenie słów? No bo kto by się tam przejmował, że PROFESJONALNY tekst marketingowy zawiera błędy (bo copywriter nie był skrupulatny i dokładny);
+ sto razy mniejsza odpowiedzialność? No chyba u Ciebie, człowieku. Nie bierzesz odpowiedzialności za to co robisz? Ja bym nawet powiedział, że podczas pisania bardzo wartościowego merytorycznie tekstu (np. z zakresu medycyny) ODPOWIEDZIALNOŚĆ jest sto razy większa niż podczas pracy w biurze, kiedy masz poprzekładać segregatory z kąta w kąt, czy też skserować dla szefa ulotkę ze śniadaniami na dowóz;
+ rozbawiło mnie określenie "prawie nie na etacie". Co to znaczy? Jak można być "prawie nie na etacie"? Pierwszy raz słyszę o wpisie w umowie, gdzie w rubryce "wymiar pracy" jest napisane "prawie nie na etacie" (zamiast np. 1/2 etatu). Drogi Autorze, tego zabawnego wpisu - jest się na etacie, albo nie jest się na nim w ogóle (nie ma form pośrednich). Jeśli chodzi o copywritera, który nie jest zatrudniony w żadnej firmie, to nie jest on na etacie. Nawet jak ma się 10 zleceń dziennie (np. na umowę o dzieło) to nadal nie jest się na etacie. Na tym polega freelancing (bycie wolnym strzelcem). Widocznie "ubogie słownictwo", o którym pisał Autor w pierwszym podpunkcie wychodzi mu bokiem, bo nawet nie zna znaczenia wyrazu "etat";
- owszem, zgodzę się, jest to w pewnym sensie praca non stop, ale niekoniecznie dlatego, że nie wiadomo kiedy wpadnie pomysł. To jest praca dla ludzi kreatywnych, które często nie mogą czekać na pomysł (tydzień, miesiąc, rok), bo mają termin tzw. deadline na wykonanie zlecenia, przykładowo do dwóch dni. Zresztą, czy jest to praca "non stop", zależy również od ilości zleceń, ile się otrzyma - z jednym zleceniem na miesiąc ciężko mówić o przepracowywaniu się... No, ale jak ktoś nad jednym pomysłem siedzi przez miesiąc, to nic dziwnego, że jedno zlecenie starcza mu na "non stop".
Uff. Dziękuję za uwagę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz