Pewnie niejeden copywriter spotkał się z potencjalnym zleceniodawcą, który na wstępie zażądał tzw. tekstu próbnego "w celu sprawdzenia umiejętności przelewania myśli na papier". Co ciekawe - pewnie niejeden copywriter, do którego zostało skierowane takie żądanie - ma własną stronę internetową zawierającą przynajmniej kilka próbek jego pisarskich umiejętności. Czy więc zleceniodawca jej nie zauważył, a może nie chciało mu się jej przeglądać i czytać tekstów?
Podejrzewam, że może to być kilka powodów jednocześnie. Z jednej strony lenistwo, niechęć wejścia pod wskazany adres i poszukania sobie próbek, a wreszcie przeczytania ich. Z drugiej strony, ten sam mail został wklejony i wysłany do 30 adresatów, nadawca nawet nie czytał ofert copywriterów, po prostu od razu skierował do nich taką informację. Z trzeciej zaś strony, a zakładam że to powód główny, wielu zleceniodawców liczy na tekst za friko. Bo przecież dostanie "próbkę" od copywritera (jeszcze na wskazany przez samego siebie temat!), która bez wątpienia będzie bardzo dobrej jakości - w końcu to copywriter musi się wykazać, że do owego zlecenia się nadaje. A na końcu, niedoszły zleceniodawca "jednak podziękuje za współpracę" albo nie odezwie się już nigdy.
Nie dajcie się wykiwać, panie i panowie! Przyglądajcie się uważnie osobom i firmom, które się do was zgłaszają, bo niektórzy to zwyczajni krętacze i oszuści. Nie twierdzę, że nigdy nie powinno się pisać tekstów próbnych, bo czasem nawet trzeba udowodnić, że jest się w stanie spłodzić tekst o specyficznym temacie i słownictwie. Jednak musi to być podparte silnymi argumentami oraz wiarygodnością kontrahenta! Bo teraz tak powiedzcie szczerze, czy słyszeliście, aby kiedyś jakakolwiek firma zgłaszała się do drugiej firmy z propozycją: "zamówimy u was sto samochodów, po milion złotych każdy, ale najpierw zróbcie dla nas jedną sztukę gratis, żebyśmy mogli się przekonać, że wszystko nam pasuje..."?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz